328077,98 – 9,20 =…

328077,98 – 9,20 = 328068,78

Nowohucka masakra bieżnią elektryczną (ⴲ﹏ⴲ)

Ja to z tą bieżnią mam jakiś cholerny syndrom sztokholmski. Sponiewieram się, wyleję 10 litrów potu, zejdę po tych kilku kilometrach z uczuciem, jakbym przebiegł maraton i został na mecie rozdeptany przez słonia… a potem przychodzi środa wieczór i lecę po więcej xD

Standardowo – młody na trening, ja na siłownię. Ulubiona znienawidzona maszyna stoi w rogu. Odpalam, po paru sekundach zmieniam na 8 km/h, po 15s już na 10 km/h i parę sekund później już docelowe 12,4 km/h. Jeszcze OK, choć po głowie chodzą myśli typu „dzisiaj w sumie wystarczy 4 km”…
Sekundy i minuty dłużą się w nieskończoność, a licznik kilometrów złośliwie zmienia się adekwatnie do czasu biegu, zamiast magicznie przeskoczyć do planowanych 9 km ヽ( ͠°෴ °)ノ Minęło półtora kilometra, a twarz już mam mokrusieńką. Myślę o wypiciu łyka wody – no way, za wcześnie i zabraknie! Myślę o zmniejszeniu prędkości… po co, i tak będę zdychał – tylko dłużej. Lecimy dalej.
Już 3 km. Pierwszy atak na wodę. Uff ulga, tylko teraz dodatkowo bulgocze w brzuchu… ale do przeżycia. Jakim cudem spędziłem na tym narzędziu tortur już 15 minut? I jak ja zamierzam spędzić jeszcze dwa razy tyle???
Mija 6. kilometr. Woda. Potu z twarzy nie ma co nawet zgarniać, leje się strumieniami – cała maszyna upierdolona. Może wystarczy? Może by se tak usiąść i nic nie robić? Myśli chodzą tak wolno, że w międzyczasie wbija się kolejny kilometr.
Już 9 km!!! Koniec! Nie… jeszcze nie… dociągnijmy do pełnych 45 minut, wytrzymasz tę minutę…

JEST!!! Wciskam cool down i następuje najprzyjemniejszy moment treningu, czyli jego koniec (ʘ‿ʘ‶)

Mokry tak, że można mnie wykręcać.
Łydki bolą.
Uda pieką, jakbym je polał benzyną i podpalił.
Idę do rolki z ręcznikami krokiem tak pewnym, jakby mnie przed chwilą ktoś skopał po jajach. Pół rolki zużywam na wytarcie głowy, resztę na wytarcie maszyny.

Szatnia. Rozebranie się nie jest takie proste, koszulka i spodenki się przykleiły i zassały. Może rozciąć?

Prysznic. Tak ze dwa razy, bo po pierwszym mija 30 sekund i jestem znowu mokry. Że też nie da się regulować temperatury…

Oddaję kluczyk, uśmiechnięty wychodząc mówię do widzenia.

Do widzenia? DO WIDZENIA???

NIGDY KURWA WIĘCEJ!

Czyli do środy xD

Dobranoc!

pokaż spoiler #sztafeta #bieganie #biegajzwykopem #enronczlapie #ruszkrakow