327 027,20 – 12,18= 327…

327 027,20 – 12,18= 327 015,02

O rajuśku, ależ dzisiaj słabo było (-‸ლ)

Na początek Pebble dało czadu. W przeciwieństwie do 5x droższego garmina posiada ono Smart Alarm – czyli na podstawie ruchów wykrywa najlżejszy sen i wtedy budzi. No i zbudziło mnie o 4:10 xD i to na tyle dobrze wykryło ten lekki sen, że faktycznie od razu się zebrałem. Potem już trochę mi tempo siadło, koty opóźniły i takie tam, przez co wystartowałem o 4:45.

Było 0°C, mocny wiatr… i marznący deszcz ze śniegiem. Tego nie przewidziałem, ubierając się na krótko… O tyle dobrze, że założyłem buty trailowe bo mogłoby być niewesoło. O dziwo, ładnie wiało i mogłem sobie pozwolić na bieg bez maski – patrząc na to co teraz pokazują czujniki, to jutro rano nie będzie takiej opcji ( ͡° ʖ̯ ͡°)

Ruszyłem… i po chwili sobie przypomniałem o tym, że nie wziąłem rękawiczek. Trudno… parę chwil później coraz bardziej żałowałem, że nie zawróciłem. Niby cieplej niż dzień wcześniej, ale wiatr i jakaś nieprzyjemna wilgoć w powietrzu sprawiły, że po raz pierwszy tej jesieni zacząłem marznąć.
Tempo było takie se, ale już po chwili dotarłem do nieodśnieżonych dróg i chodników i zaczęła się walka o życie. Niby jakoś leciałem do przodu, ale z każdym krokiem czułem, że jestem na granicy przyczepności. Pół biedy, jak był śnieg – ale po gołym asfalcie było naprawdę kiepsko. Podejrzewam, że przez to właśnie tempo tak tragicznie spadło (średnia 6:15 min/km), bo ani zmęczenia nóg, ani zadyszki nie zaliczyłem. Bez traili chyba musiałbym zawrócić w trosce o zdrowie.

Wybiegając myślałem, że sobie conieco nadrobię – tymczasem ledwo wyrobiłem 12 km i wróciłem do domu później niż zwykle. Bywa…

A wieczorem miałem coś na bieżni polatać – ale młody nie poszedł na trening i tym samym też przepadło ( ͡° ʖ̯ ͡°)

Obym jakoś jutro lepiej sobie poradził.

Miłej nocy!

P.S. Wykresów brak – pulsomierz świrował, a I GPSa nie jestem pewien…

pokaż spoiler #sztafeta #bieganie #biegajzwykopem #enronczlapie #ruszkrakow